Parenting

Jak przetrwać 10-godzinną podróż samochodem z małym dzieckiem

Mieszkając w Hamburgu jesteśmy skazani na długie podróże samochodem do Polski.  Trasa jaką pokonujemy kilkakrotnie w ciągu roku to 950 km (ok 9-11h jazdy samochodem). W pierwszą podróż z dzieckiem wybraliśmy się, gdy córka miała zaledwie 1.5miesiąca. Do tej pory taki dystans pokonywaliśmy ok 15-20 razy! Obecnie czuje się jak Pro, wiem wszystko, córka mnie nie zaskoczy 😀

Pora podróży

Wyjazd wieczorem lub wczesnym ranem ok godz. 3.00 to konieczność. Powód jest oczywisty – dziecko prześpi połowę podróży. Testowaliśmy to kilkakrotnie, w różnym wieku, zawsze dochodząc do tych samych wniosków. Druga sprawa to ruch na trasie, naturalnie w nocy jest dużo mniejszy więc skracamy czas podróży do minimum. Jednocześnie, nie potrzebujemy dużej ilości postojów, dzięki czemu szybciej dojedziemy na miejsce. Ciekawym spostrzeżeniem jest też fakt, że jadąc w nocy jeszcze nigdy nie trafiliśmy na korek z powodu wypadku samochodowego. Korków spowodowanych robotami drogowymi też nie ma.

Postoje

Musimy zaplanować 2-3 dłuższe postoje, aby dziecko mogło rozprostować nogi, pobiegać, pobawić się, zjeść. Jak już wcześniej wspomniałam, w nocy będzie ich mniej, bo nie będziemy specjalnie budzić dziecka. Zresztą co miałoby robić w nocy, po ciemku? Dobrze mieć kilka upatrzonych, sprawdzonych miejsc na trasie, w których możemy się zatrzymać, a zatrzymujemy się wtedy, gdy dziecko zaczyna marudzić, jest znudzone, itd. My zawsze wybieramy parkingi/zajazdy z placem zabaw. Tam dziecko zazna największej przyjemności i trochę poćwiczy. Dobrze jest, gdy jest też jakaś restauracja, gdzie możemy się posilić, zmienić otoczenie od tego samochodowego.

Pobawmy się

Zawsze zabieram ze sobą zabijacze czasu dla dziecka. Wszystko w rozmiarach mini, czyli: ulubione, małe książeczki, nieduże lalki, małe zabawki interaktywne, czy te do manipulacji w rączkach. Aby one były dla dziecka atrakcyjne, powinny być w domu schowane i wyciągane od święta. A najlepiej, jak po prostu jeżdżą z wami w samochodzie i zawsze są na wyciągnięcie ręki.

As w rękawie

Asa trzymamy i nie wyciągamy, może nawet i całą podróż. As to nasza ostatnia deska ratunku. Ma przerwać histerię, płacz, zająć czymś malucha na nowo, kiedy wszystkie pozostałe rzeczy zawodzą. Może być to jakaś zabawka, niedozwolona zwykle rzecz, klucze, telefon, tablet z grą, czy bajką. Nie demonizujmy elektroniki, w końcu żyjemy w 21 wieku. Grunt, żeby cały dzień dziecko nie siedziało przed tv czy komputerem i potrafiło zająć się czymś innym. Ale podróż to wyjątkowa sytuacja, jesteśmy uwięzieni jak w klatce, przypięci pasami przez 10h…

Jedzenie

W podróż musimy zabrać przekąski plus większy posiłek. Zjeść możemy też w przydrożnej restauracji, ale wiadomo jak z jakością bywa. My zawsze zabieramy obiad dla Mai ze sobą. Do tego owoce, chrupki, tubki owocowe, wafle ryżowe, kanapka, woda/herbata.

Chłonne pieluchy

Tutaj bardzo, ale to bardzo polecam wam pieluchy z serii premium, te bardziej chłonne niż zakładacie na co dzień. Zwykłe pieluchy przesiąkną nawet nie wiesz kiedy. I wtedy kolejny postój, przebieranie, itd… Radzę też korzystać z każdego postoju (gdy my potrzebujemy zatankować lub do toalety) i zmienić pieluchę na zaś.

Ubrania na przebranie

Zestaw awaryjny: body i spodenki/rajstopy to konieczność. Albo pielucha przesiąknie albo dziecko się zaleje piciem, albo zapaskudzi jedzeniem. A jak dochodzi jeszcze choroba lokomocyjna, to radzę wziąć i drugi awaryjny 😉

Ząbkowanie

Ten ‚cudowny’ stan towarzyszy nam prawie nieprzerwanie do 2-3 urodzin. Zatem pod ręką dobrze mieć jakieś uśmierzacze bólu. Bo cała reszta przygotowań do podróży i asów w rękawie nie wystarczy 😉

Tagged , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *