Lifestyle, Parenting

Przyziemne marzenia matki, trochę prywaty, co za relaks!

Właśnie siedzę na balkonie, sama w domu, popijam drinka, przeczytałam trochę książki i tak mnie natchnęło. Wzięłam komputer do ręki i myślę sobie, co za cudowne popołudnie. Cisza, spokój, dwadzieścia parę stopni na dworze, wciąż świeci słońce, prawdziwy relaks! Mąż z dzieckiem na dworze. Chyba tak zrelaksowana nie byłam od dwóch lat! Jeździmy na wakacje, wypady na weekend, spotkania ze znajomymi, fajnie, zawsze we troję, lubię to, ale dziś to co innego… inny wymiar, głowa pusta i ta cisza! Słyszę samochody na ulicy, dzieci, telefon komuś dzwoni, ptaki śpiewają. Zupełnie jak gdybym leżała nad basenem, gdzieś w ciepłym kraju, na leżaku, sama. Odkąd urodziłam nie byłam sama i tak zrelaksowana jak dzisiaj. Zawsze gdy miałam dwie trzy godziny, to trzeba było wyskoczyć coś załatwić, na zakupy, wypełnić jakieś papiery, pójść do lekarza, itd. A propos lekarza i ostatniego mojego wypadu do dentysty, siedząc na fotelu słyszę: „Tata z Mają w domu?” Na to ja: „Tak, dziś mam wolne, odpoczywam”. Pani na to: „No właśnie, tak odpoczywają matki… na fotelu dentystycznym”. Co za puenta wczesnego macierzyństwa.

Jakie są wasze przyziemne marzenia? Marzenia matki. Gdy karmiłam, miewałam noce, że marzyłam o przespanych 6h ciągiem, żeby córka poszła spać i obudziła się dopiero nad ranem. Teraz bywają dni, gdy marzę o powrocie do pracy. Kocham moje dziecko jak nic na świecie, ale macierzyństwo to naprawdę trudna robota. Praca staje się wybawieniem. Ciesze się, że za półtora miesiąca wracam. To jakiś balans, ten sławny „work-life balance”, tylko teraz nabiera innego znaczenia, kompletnie innego. Marzy mi się też wypad z koleżankami na jakiś długi weekend, gdziekolwiek. Mogę nawet wyskoczyć do Polski, Krakowa, czy Wrocławia, pójść na piwo, poplotkować jak kiedyś, ale nie o dzieciach, potem pójść potańczyć, wyszaleć się, trochę się upić, ale bez przesady. Niby wszystko takie proste, ale niezwykle trudne do wykonania. O ile ja jestem w stanie przysłowiowo rzucić wszystko, tak inne mamy niekoniecznie. A to jedna w ciąży, a to dziecko chore, inna karmi i tak można wymieniać cały wieczór. Nie winię nikogo, bo wiem jak jest i rozumiem, ale to takie jedno z moich marzeń. Dalej sobie myślę, przeczytałabym książkę, może lekkie fantasy, a może zwykłą powieść, byle nie poradnik, bo te udaje mi się przeczytać, ale one nie odprężają…

Właśnie mija godzina tego totalnego relaksu, idę po drugiego drinka, i o zgrozo…obiad w piekarniku. O Matko i córko! Wizja kolejnego spalonego obiadu przeze mnie i ostatniego takiego popołudnia w życiu (wyobrażam sobie reakcję męża). Otwieram piekarnik i jest! Idealny, pachnący, w punkt! Robię drugiego drinka i wracam na hamak!

Miłego, spokojnego wieczoru wszystkim!

PS. Ojczulek nie jest głodny.

Tagged , ,

6 thoughts on “Przyziemne marzenia matki, trochę prywaty, co za relaks!

    1. Pamiętam kochana! Obiecuję,że gdzieś pojedziemy! Ostatnio mam małe urwanie głowy i powrót do pracy przede mną, ale coś wykombinujemy 🙂

    1. No jasne, to podstawa! Człowiek jest szczęśliwszy, gdy docenia małe rzeczy, ale większe marzenia też mam, część z nich już spełniona 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *